Stanisław Lem: nieistniejący pisarz, który gardził amerykańskim SF i projektował czołgi
Stanisław Lem to nie tylko powszechnie znane książki SF. Legendarny pisarz ma na koncie również projekty czołgów, a także podejrzenie, że nie jest prawdziwym człowiekiem, tylko spiskiem komunistów.
Urodzony w 1921 roku we Lwowie już od najmłodszych lat był wyjątkowym dzieckiem. Prowadzone w latach 30. Wśród uczniów szkół średnich badania inteligencji wykazały, że – jak wynika z nieoficjalnych, przekazanych pisarzowi już po drugiej wojnie światowej informacji – został przez władze szkolne uznany za najinteligentniejsze dziecko w południowej Polsce.
Trudno – po niemal wieku – zweryfikować te informacje, jednak nie ulega wątpliwości że urodzony w rodzinie szanowanego, lwowskiego lekarza Stanisław od najmłodszych lat przejawiał dość nietypowe zainteresowania, związane m.in. z paleontologią.
Nie tylko wymyślałem fantastyczne królestwa i dostojne urzędy, dokonywałem także wynalazków i „projektowałem” prehistoryczne zwierzęta, których brakowało w paleontologii. Wymyśliłem na przykład samolot w kształcie olbrzymiego wklęsłego lustra, skupiającego światło na znajdującym się w ogniskowej kotle parowym. Na obwodzie lustra znajdowały się turbiny napędzające pojazd za pomocą wirników, jak helikopter, a energia pochodzić miała z promieni słonecznych. Ten dziwoląg miał latać bardzo wysoko, nad chmurami i naturalnie tylko za dnia. Nie zdając sobie z tego sprawy wymyślałem także urządzenia od dawna istniejące, na przykład mechanizm różnicowy.
Projektant czołgów
Wybuch wojny uniemożliwił Stanisławowi ukończenie studiów medycznych, a młody pisarz zaangażował się w działalność konspiracyjną. Dzięki fałszywym dokumentom uniknął represji, związanych z jego żydowskim pochodzeniem, a pracując w zakładzie zajmującym się przeróbką złomu, dostarczał ruchowi oporu pozyskane w czasie pracy amunicję i materiały wybuchowe.
Nie zrezygnował przy tym z projektowania różnych maszyn, w tym, co szczególnie warte uwagi, czołgów. Choć przygotowane przez niego szkice wydają się z dzisiejszego punktu widzenia mocno oderwane od realiów, Lem traktował je zupełnie serio.
(...) faszyzm (...) musi zostać zgnieciony i zmieciony. (...) Wszystkie moje plany, projekty i pomysły ofiarowuję Związkowi Radzieckiemu w tym celu, aby - o ile są one zdatne do użytku - przyczyniły się do szybszego zlikwidowania najstraszniejszego terroru, jaki zna historia.
„Amerykańskie SF to kiepski styl i drewniane dialogi”
Pisarskie sukcesy Stanisława Lema to pochodna nie tylko ciężkiej pracy i talentu, ale również – co nie mniej istotne – solidnego wykształcenia i wszechstronnych zainteresowań. Po ukończeniu po wojnie studiów medycznych pisarz rozpoczął pracę w Konwersatorium Naukoznawczym Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, co dało mu dostęp do światowej literatury naukowej, w tym z zakresu cybernetyki.
WIDEO
Stanisław Lem mówi o nauce i wierze
Poza pracą zawodową Stanisław pisze i publikuje, gdzie tylko może, nie skupiając się na fantastyce. Przełom nastąpił dopiero po 1950 roku, gdy po przypadkowym spotkaniu z prezesem Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” pisarz zyskuje szansę na wydanie swojej pierwszej powieści SF – „Astronautów”, która z miejsca okazuje się wielkim sukcesem.
Późniejsze powieści i zbiory opowiadań zostają również docenione za granicą, a sam Stanisław Lem zostaje w 1973 roku honorowym członkiem Stowarzyszenia Amerykańskich Pisarzy Science Fiction (Science Fiction Writers of America, SFWA), a zaledwie trzy lata później zostaje tego członkostwa pozbawiony. Wszystko za sprawą faktu, że dla Lema nie było to żadne wyróżnienie, o czym nie wahał się mówić publicznie: amerykańskiego SF fantastyki nie cenił i nie poważał, uważając, że jest
nie dość przemyślane, słabo napisane i nastawione bardziej na warstwę przygodową niż idee czy nowe literackie formy.
Logo SFWA
W swojej krytyce czynił jednak jeden, ważny wyjątek - wykluczał z niej Philipa K. Dicka, którego cenił i szanował, nazywając nawet amerykańskiego pisarza wizjonerem pośród szarlatanów.
LEM to spisek komunistów!
W 2015 roku Amazon uraczył nas serialem, nawiązującym do powieści Philipa K. Dicka „Człowiek z wysokiego zamku”. Nawiązania są dość luźne i dotyczą przede wszystkim przedstawionego w powieści świata, w którym Trzecia Rzesza nie przegrała wojny i po opanowaniu wraz z Japonią większości Stanów Zjednoczonych wprowadziła na ich terenie stosunkowo łagodną okupację. Dlaczego wspominam o średnio udanym serialu w kontekście Stanisława Lema?
Philip K. Dick
Dick dowodził w liście, że Stanisław Lem nie istnieje, a przynajmniej nie istnieje jako człowiek. Jego nazwisko miało być nazwą dla organizacji komunistycznych pisarzy. Dowodem na to miała być mnogość stylów, odnajdywana w twórczości Stanisława Lema. Po co komuniści mieliby tworzyć taką organizację? Dick i na to miał wytłumaczenie: chodziło o zdominowanie gatunku SF i wykorzystanie go w roli nośnika idei, sprzecznych z amerykańskimi interesami.
Ironiczny jest w tym przypadku fakt, że Stanisław Lem – mimo nacisków – nigdy nie zapisał się do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Internet i idioci
Schyłek życia i twórczości Stanisława Lema przypadł na czas, gdy Internet przestał być egzotycznym, akademickim i wojskowym projektem, a stał się kolejnym z dostępnych dla wszystkich mediów. Bardzo popularny jest cytat, w którym pisarz niezbyt pochlebnie wyraża się o użytkownikach Sieci:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Chyba wszyscy znamy te słowa. Problem w tym, że jak wiele innych, popularnych cytatów (jak choćby ten o 10000 nieudanych prób wynalezienia żarówki), również i ten jest nieprawdziwy, a przynajmniej nie udało się znaleźć wiarygodnego źródła, które by go potwierdzało.
Warto przy tym pamiętać, że Stanisław Lem nie unikał ani tematyki Internetu (choć np. w 1996 roku przyznawał, że nie obsługiwał komputera), ani związanych z nim zagadnień, publikując m.in. w polskim „PC Magazine”. Pisarz zmarł w 2006 roku. Pozostał po nim nie tylko bogaty dorobek literacki czy upamiętniające go dzieła innych autorów, ale również – prawdopodobnie – najtrwalsza pamiątka w postaci planetoidy 3836 Lem i planetoidy 343000 Ijontichy, nazwanej od imienia jednego z bohaterów książek Stanisława Lema.
Pisze odkąd pamięta. Oddycha sygnałem Wi-Fi, czci dziwne mieszanki herbat, a do krwiobiegu ma na stałe podłączony modem i kroplówkę z espresso. Wieczny malkontent, wielbiciel starych wynalazków i czasów, gdy światem rządziło Wspaniałe Pokolenie. Niezmiennie uważa, że światem nowych technologii ciągle wstrząsa seria informacji bez znaczenia, gdy te naprawdę istotne pozostają niemal niezauważone.