Stary, gdzie moja przyszłość?

Strona głównaStary, gdzie moja przyszłość?
04.12.2012 13:00
© publicdomainreview.org
© publicdomainreview.org
Olga Drenda
Olga Drenda

Facebook zamiast pasażerskich lotów na Księżyc, smartfon zamiast teleportacji. Gdzie się podziała przyszłość z wizji futurologów? Dlaczego niemal wszystkie prognozy trafiają kulą w płot? I gdzie są nasze jetpacki?

Facebook zamiast pasażerskich lotów na Księżyc, smartfon zamiast teleportacji. Gdzie się podziała przyszłość z wizji futurologów? Dlaczego niemal wszystkie prognozy trafiają kulą w płot? I gdzie są nasze jetpacki?

Jest grudzień 2012, więc istnieje pewne prawdopodobieństwo, że świat za kilka tygodni czeka wielki finisz - tak przynajmniej głosi przepowiednia Majów. Ale jeśli apokaliptyczny scenariusz okaże się nieprawdą, trzeba będzie żyć dalej i w pocie czoła kuć lepszą przyszłość. Ale właściwie kiedy ostatnio zastanawialiście się nad tym, jak będzie wyglądać świat przyszłości? I czy kogokolwiek jeszcze to interesuje?

[solr id="gadzetomania-pl-305287" excerpt="0" image="0" words="20" _url="http://gadzetomania.pl/5006,zhakuj-sie-sam" _mphoto="sycust-305287-270x133-3085c5ee15.jpg"][/solr][block src="solr" position="inside"]4723[/block]

Przyszłość, której nigdy nie było

Niedawno pisaliśmy na łamach Gadżetomanii o wizji Polski nowego milenium, nakreślonej w PRL. Obok pragmatycznych rozwiązań, jak sieć komunikacji drogowej, padały w niej pomysły budowy „wiszących miast”. Kraje Bloku Wschodniego przodowały w wypisywaniu haseł o lepszej przyszłości na sztandarach, ale wizje nowego świata zajmowały umysły po obu stronach żelaznej kurtyny. Kilka lat wcześniej, w 1964 roku, Amerykanie mogli stanąć jedną nogą w świecie przyszłości.

Na Wystawie Światowej w Nowym Jorku zaprezentowano „Futuramę” - model nowego, lepszego, napędzanego energią atomową świata XXI wieku. Świata z ruchomymi chodnikami, drogami bez korków i budowlami na dnie morza, zamieszkanego przez zdrowych, zadowolonych ludzi w obcisłych wdziankach. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii powołano komisję do spraw prognozowania przyszłości - Mankind 2000, a w USA - Commission for the Year 2000. Symbolem tego utopijnego świata, który dzisiaj wspominamy, przeglądając nostalgiczne strony o latach 50., stał się jetpack, plecak z napędem odrzutowym.

[solr id="gadzetomania-pl-329106" excerpt="0" image="0" words="20" _url="http://gadzetomania.pl/4391,ucieczka-z-planety-ziemia-gdzie-mozemy-znalezc-nowy-dom" _mphoto="gliese-667-cc-sunset-329-883b237.jpg"][/solr][block src="solr" position="inside"]4724[/block]

Gdzie jest utopia?

Ale i ta wizja nie okazała się do końca prawdziwa. Owszem, mamy Internet, ale ten jest w większym stopniu banalną przestrzenią reklamową niż areną otwartej wojny informacyjnej. Sieć może w pewnych okolicznościach zrobić sieczkę z mózgu, ale w sumie nie jest taka groźna - nie ma mowy o „wirtualnych narkotykach”, które pamiętamy z „Strange Days”, czy jeszcze wcześniej z „Wideodromu”. Żyjemy w świecie przyszłości, który jest podejrzanie zwykły.

[solr id="gadzetomania-pl-329027" excerpt="0" image="0" words="20" _url="http://gadzetomania.pl/4399,domowa-produkcja-energii-elektrownia-irafineria-w-kazdej-kuchni-i-ogrodku" _mphoto="bulb-329027-254x168-0f123f3491f0.jpg"][/solr][block src="solr" position="inside"]4725[/block]

Jeśli nie liczyć fantastycznie utopijnego transhumanizmu, wierzącego w nieustanny rozwój ludzkości ku lepszemu dzięki technologii (z niepoprawnym optymistą Rayem Kurzweilem na czele), to możemy uznać, że cyberpunk prawdopodobnie był ostatnią spójną próbą nakreślenia wizji przyszłości w kulturze popularnej. Podobnie uważa Mirosław Filiciak z Instytutu Kulturoznawstwa SWPS. „Największym chyba problemem, jaki mamy dziś z przyszłością, jest jej kryzys".

"Brak nam nowych, nieskompromitowanych wizji, do których można byłoby dążyć. Dobrze widać to w popkulturze, gdzie coraz trudniej doszukać się nowych pomysłów na utopie czy dystopie, coś ewidentnie się skończyło i nie wiadomo, czym moglibyśmy to zastąpić. Ostatnim ważnym momentem był pewnie cyberpunk, ale dziś ludzie tacy jak William Gibson mówią o sobie, że są raczej antropologami, niż futurystami. O przyszłości czytamy najczęściej w rządowych dokumentach”, mówi Filiciak.

Lepsze jest wrogiem dobrego

Specjaliści od foresightu deklarują, że sceptycyzm i odpowiedzialność są kluczowymi pojęciami w tego rodzaju prognozach, a na megalomańską (czy, jak kto woli, romantyczną) fantazję nie ma w nich miejsca. Futurologia przybrała inny kształt. Czy to oznacza, że skończył się czas futurystycznych miraży?

Niektórzy specjaliści twierdzą, że tak. Ekonomista Robert Gordon jest jednym ze sceptyków: przekonuje, że nie czekają nas żadne rewolucyjne zmiany. Wzrost gospodarczy jego zdaniem zatrzymuje się w miejscu, ponieważ wyhamował postęp technologiczny. W epoce tabletu i smartfona takie stwierdzenie brzmi zaskakująco, ale zastanówmy się: czy te wynalazki są obiektywnie potrzebne światu i czy mogą cokolwiek zmienić?

Za ostatnie przełomowe wynalazki cywilizacji można zdaniem Gordona uznać komputer i Internet. Dzisiaj, choć każdego roku powstaje mnóstwo technologicznych innowacji, żadna z nich nie przyczynia się do skoku na miarę wynalazku kolei albo bieżącej wody w kranach. Rozwój cywilizacyjny drepcze w miejscu: nie idziemy do przodu, tylko ulepszamy aktualną sytuację. Można wziąć też pod uwagę, że taki stan rzeczy nam wystarcza.

Podróż na Marsa to sporo zachodu: miłośnik lotów kosmicznych, miliarder Elon Musk, obliczył, że bilet na taką wycieczkę kosztowałby "jedynie" pół miliona dolarów. Wziąwszy pod uwagę, że wyprawa zajęłaby nam jakąś połowę życia, gra wydaje się niewarta świeczki. Dobra gra albo film umożliwiają symulację lotu na dowolną planetę albo podróży w czasie znacznie mniejszym kosztem, a przesiadywanie w Sieci i gapienie się w wyświetlacz smartfona dość skutecznie sycą potrzebę nowych wrażeń.

Profesor z MIT, Sherry Turkle, stwierdziła w swojej książce "Alone Together", poświęconej wpływowi nowych technologii na relacje społeczne, że rozpowszechnienie urządzeń mobilnych zamyka ich użytkowników w milionach małych, prywatnych światów. W konsekwencji wcale nie chce nam się z nich wychodzić. Wirtualne przestrzenie, zdaniem Turkle, dzisiaj interesują człowieka bardziej niż jakiekolwiek inne.

Czas na reality check

Futurolodzy minionych dekad wyobrażali sobie świat, w którym wszyscy chcieliśmy żyć, ale ta formuła szybko została zrewidowana przez fakty. Ludzkość potoczyła się innym torem: technologia zamiast windowania cywilizacji w nowy wymiar służy błahej rozrywce, a ważne kwestie wciąż pozostają nierozwiązane. „Nieliczne naprawdę ważne obrazy SF ostatnich lat - jak południowoafrykański "Dystrykt 9" - ilustrują właśnie to wyczerpanie”, mówi Mirosław Filiciak. „To chyba najlepsza diagnoza obecnej sytuacji, bo przecież coraz częściej słyszymy, że pora porzucić ideę postępu i rozwoju".

"Jak niedawno trafnie podsumowała to na okładce redakcja "Technology Review" - kiedyś marzyliśmy o podróżach na Marsa, dziś żyjemy w czasach, gdy tym, co daje nam technologia, jest Facebook. Korzyści są, mówiąc najoględniej, nieoczywiste. Przyszłość już była i bardzo za nią tęsknimy, ale stała się - przynajmniej na razie - obszarem zainteresowań archeologów, a nie wizjonerów”.

Z drugiej strony historia najnowsza uczy, że nie warto koniecznie spieszyć się z ogłaszaniem końców czy przełomów. W latach 90. Francis Fukuyama pisał o "końcu historii" i jego wersja obowiązywała, dopóki samoloty nie uderzyły w wieże WTC - i historię trzeba było pisać od nowa.

Ilustracje przedstawiają przyszłe kolonie kosmiczne i powstały w latach 70. na zlecenie NASA.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)