Wpływy z abonamentu RTV rosną, bo chętniej płacimy? Bzdura, te pieniądze to zaległości

Zdjęcie kibiców przed telewizorem pochodzi z serwisu Shutterstock
Zdjęcie kibiców przed telewizorem pochodzi z serwisu Shutterstock
Marta Wawrzyn

25.11.2014 12:17, aktual.: 10.03.2022 10:46

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Teoretycznie media publiczne dostają coraz więcej z abonamentu RTV. Ale w praktyce te pieniądze wkrótce mogą się skończyć.

Obowiązkowej opłaty audiowizualnej jak nie było tak nie ma, a tymczasem wpływy z abonamentu RTV rosną. I mogłoby się wydawać, że będą rosnąć jeszcze bardziej – aż do miliarda rocznie, którego TVP ponoć potrzebuje, abyśmy mogli oglądać dobre filmy. Tak to wygląda na papierze, w praktyce Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie ma się z czego cieszyć.

To nie abonament za ten rok, to po prostu zaległości

"Gazeta Wyborcza" dotarła do danych, z których wynika, że choć wpływy rosną, to wcale nie znaczy, że chętniej płacimy abonament. Jak to możliwe? To bardzo proste: urzędnicy Poczty Polskiej, którzy zabrali się za ściąganie haraczu na media publiczne, wzywają do zapłaty nie tych z nas, którzy abonamentu nie płacą, a tych, którzy zarejestrowali kiedyś odbiornik i abonamentu nie płacą. Różnica jest dość znacząca – pieniądze, które dostają media publiczne, w większości nie pochodzą z opłat za ten rok, a z zaległości za lata poprzednie, o których uregulowanie prosi Poczta Polska.

Jak to wygląda w liczbach? W 2013 roku wpływy z abonamentu wyniosły 630 mln zł, z czego 293 mln to opłaty wnoszone terminowo, a 337 mln to zaległości ściągnięte przez pocztę. Prognoza na 2014 rok mówi o 750 mln – 308 mln z opłat za ten rok, 442 mln z zaległości. Kiedy zaległe należności zostaną już odzyskane, wpływy spadną i to drastycznie.

Nawet członkowie KRRiT przyznają, że jest to problem. "Tendencja jest wyraźnie niekorzystna, bo proporcje pokazują, że ok. 60 proc. wpływów to właśnie odzyskiwany zaległy abonament" – mówi "Gazecie" Sławomir Rogowski, jeden z członków Krajowej Rady.

Smutny ojciec Mateusz
Smutny ojciec Mateusz© Fot. TVP

Nie chcemy utrzymywać mediów publicznych

Wniosek z tego jest jeden: jak nie chcieliśmy łożyć na media publiczne, tak nie chcemy. Nie zmieniło się absolutnie nic. Abonament płacą ci, którzy nie mają wyjścia, bo kiedyś naiwnie zarejestrowali odbiornik. Większość Polaków niczego nie rejestrowała i w związku z tym nie poczuwa się do obowiązku płacenia. A rząd nie ma sposobu, żeby nas zmusić do płacenia na bazie obowiązującego prawa, ponieważ nie jest w stanie nam udowodnić, że odbiornik posiadamy.

Jedyne wyjście to zmienić prawo i wprowadzić obowiązkową opłatę od każdego gospodarstwa domowego – taką, której nie da się żadnym sposobem uniknąć. Problem w tym, że to pomysł mocno niepopularny. Nawet jeśli mamy telewizory i od czasu do czasu zdarzy nam się włączyć TVP, uważamy, że nie jesteśmy nikomu za to nic winni. Zwłaszcza że przecież w telewizji publicznej też są reklamy, tak jak w Polsacie czy innym TVN-ie. A i programy zbytnio się nie różnią od tych ze stacji komercyjnych.

"Wyborcza" zauważa jeszcze jedną ciekawą rzecz: otóż Polska to obecnie jedyny kraj w Europie, gdzie media publiczne finansowane są przede wszystkim z reklam. W Europie Zachodniej głównym źródłem utrzymania tego typu mediów jest abonament, z kolei Litwa, Łotwa czy Ukraina po prostu na nie łożą z budżetu państwa. Co prawdopodobnie byłoby też najuczciwszym rozwiązaniem w Polsce, przy założeniu, że komuś jeszcze zależy na utrzymaniu misyjnego charakteru TVP.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (5)