Kącik technofoba - [cz. 1]: Na co nam te tablety?

Kącik technofoba - [cz. 1]: Na co nam te tablety?
19.09.2011 14:39
Samsung Galaxy Tab 7.7
Samsung Galaxy Tab 7.7
Artur Młynarz
Artur Młynarz

Od zeszłego roku tablety niewątpliwie są najgorętszym towarem na rynku. Poza tym, że stanowią miernik popularności i siły różnych marek oraz obiekt absurdalnych sądowych batalii, stały się też wyznacznikiem nowego stylu życia. Czy słusznie?

Od zeszłego roku tablety niewątpliwie są najgorętszym towarem na rynku. Poza tym, że stanowią miernik popularności i siły różnych marek oraz obiekt absurdalnych sądowych batalii, stały się też wyznacznikiem nowego stylu życia. Czy słusznie?

Sahara Slate PC i440D. Rok 2007. Cały na biało...
Sahara Slate PC i440D. Rok 2007. Cały na biało...

Przekonanie, że to firma Apple pierwsza wymyśliła tablet, mija się z rzeczywistością w równym stopniu, co uznanie Burana za pierwszy wahadłowiec. Tablety w postaci komputera z dotykowym ekranem istniały od dawna - zarówno w postaci klasycznej (slate), jak i z klawiaturą (convertible). Korzystali z nich zawodowcy lub ci, którzy potrzebowali specyficznych możliwości oferowanych przez tablet. Tablety nie zachęcały niską ceną – dlatego były produktem niszowym, przeznaczonym dla wąskiego grona odbiorców. Kto więc nie potrzebował tabletu, po prostu go nie kupował - podobnie jak nikt nie kupuje cedrowego humidora na cygara do trzymania karmy dla chomika...

Motion Computing LE1700. Rok 2008
Motion Computing LE1700. Rok 2008

Nadszedł jednak moment, gdy na rynku pojawił się produkt o zdefiniowanej na nowo filozofii działania i przeznaczony dla nowej grupy docelowej. Był nawet określany jako magiczny, ale z magią miał tyle wspólnego, co przerżnięcie na pół kobiety z brodą przez cyrkowego sztukmistrza. O ile dotychczasowe tablety spełniały się głównie jako narzędzie kreatywne i produktywne dla zawodowców, iPad wkroczył na rynek jako powszechne, masowe urządzenie do kanapowej konsumpcji treści i zrobił w branży tabletów demolkę jak ruska wycieczka w McDonaldzie.

iPad. Rok 2010
iPad. Rok 2010

Wbrew pozorom u podstaw stworzenia iPada nie stała humanitarna misja niesienia procesorów A4 pod strzechy ani dobre serce zarządu z Cupertino. Apple po prostu szukał nowych dróg ekspansji dla swojego App Store'a – fastfoodu z tysiącami prostych potraw. iPad miał być po prostu większą chochlą do konsumpcji tej papki w ekspresowym tempie, co świetnie się udało. Miliony ludzi dały się zwabić do zamkniętego ekosystemu Apple zasilanego przez naturalne źródła odnawialnej gotówki, a iPad stał się symbolem tabletowej rewolucji, do której wnet dołączyli inni gracze.

Dzięki nieodgadnionym i powikłanym ścieżkom, po których szwenda się ludzki umysł osłabiony propagandą, posiadanie tabletu przestało być sprawą zawodowej potrzeby lub konieczności, a stało się kwestią mody i stylu życia. Czy jednak naprawdę potrzebujemy tabletów? Miało być subiektywnie... Żeby więc daleko nie szukać, powiem, że grubo ponad rok od premiery iPada i wiele miesięcy po pojawieniu się bezliku konkurencyjnych produktów wciąż nie mogę się skusić na tablet. Na żaden, a już na pewno nie na taki z jabłkiem. Po prostu nie czuję takiej potrzeby. Ani w sensie technicznym, ani w sensie przynależności do elitarnego grona użytkowników ruchomego terminala płatniczego do konsumpcji treści.

Do pisania tekstów i grzebania w Sieci używam netbooka, laptopa lub blaszaka (zależy czy piszę w pracowni, sypialni, czy w pomieszczeniu o zgoła innym przeznaczeniu).  Myśl, że miałbym zasłaniać sobie rękami to, co piszę, używać jakichś fikuśnych podstawek i walczyć z ekranową klawiaturą, jest dla mnie równie obca, jak chęć rzucenia się nago w pokrzywy. Nie odczuwam też pokusy lansowania się z tabletem w miejscach publicznych, a jeśli w terenie potrzebuję na szybko coś sprawdzić w Internecie lub zanotować, wystarcza mi dyskretne skorzystanie ze smartfona. Do pracy potrzebuję czegoś zdecydowanie większego niż 10-calowy ekran, bo jak się spełnić zawodowo, projektując tylko znaczki pocztowe? Granie paluchami? Wolne żarty – zamiast bezsensownie ciskać ptaszyskami w świnie i vice versa, wolę mordować szkopów z Garandem w garści na 26 calach ekranu i z czterokanałowym dźwiękiem dookoła głowy. Jednym słowem – żaden tablet na razie nie oferuje mi niczego, czego nie mógłbym zrobić za pomocą posiadanego sprzętu.

Joystick do tabletu... jakieś nieporozumienie.
Joystick do tabletu... jakieś nieporozumienie.

Słabość i niedoskonałość tabletów widać po towarzyszących im tysięcznych akcesoriach, które sztukują, protezują i uzupełniają na poczekaniu to, czego tabletom z definicji brakuje. Gdyby tablet jako taki był produktem skończonym, pełnowartościowym - funkcjonowałby samodzielnie, tak jak kuchenka mikrofalowa czy grabie. Niech dowodem w tym rozumowaniu będzie fakt, że nigdy nie odczuwałem potrzeby dokupienia akcesoriów w rodzaju dodatkowej klawiatury do mikrofalówki albo docka do grabi, a tymczasem do tabletu wciąż czegoś potrzeba, aby podnieść jego funkcjonalność. W skrajnych przypadkach tablet uzupełniony o etui, podstawkę, klawiaturę i komplet przejściówek po prostu zamienia się w kłopotliwy ekwiwalent netbooka. Co więcej, niektóre konstrukcje tabletów wręcz zawierają wbudowaną wysuwaną czy uchylną klawiaturę, co stawia pod znakiem zapytania sens budowania urządzenia, które nazywając się tabletem, udaje miniaturowy laptop. Koło się zamyka, wracamy do korzeni. To ma być ten przełom?

Asus Eee Slate Slider - prawie jak netbook. O to chodziło?
Asus Eee Slate Slider - prawie jak netbook. O to chodziło?

Obecne szaleństwo związane z tabletami ma raczej wymiar społeczny niż technologiczny. Fakt, że coś da się wyprodukować i sprzedać, niekoniecznie oznacza, że wszyscy tego potrzebujemy, jak starają się nas przekonać reklamy i przeróżne targi czy konferencje. Póki co, tablet to raczej moda, sezonowa okazja, którą starają się wykorzystać producenci, ale przecież nie każdy musi chodzić wystylizowany przez Tomka Jacykowa - są inne opcje. Nie przeczę, że wiele osób odnajdzie w tablecie wygodne narzędzie służące do rozrywki i zabawy, ale nie dajmy się przekonać, że teraz wszystko musimy robić paluchami na ekranie - wciąż mamy jeszcze inne możliwości, a zawodowcy wiedzą, że nic nie zastąpi precyzji myszy lub digitizera z piórkiem. Tablety dają nam alternatywny sposób korzystania z cyfrowych danych - to fakt, jednak na tym świat się nie kończy. Jeszcze rok temu doskonale się bez nich obchodziliśmy :)

Zachęcam do lektury następnych części cyklu:

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (25)