Kto się boi gniewu internautów? Protesty w Sieci zmuszają firmy i rządy do zmiany zdania

Nie podobają Ci się koszulki z Che? Protestuj! (Fot. Flickr/ markhillary/Lic. CC by)
Nie podobają Ci się koszulki z Che? Protestuj! (Fot. Flickr/ markhillary/Lic. CC by)
Marta Wawrzyn

19.09.2013 09:00, aktual.: 10.03.2022 11:53

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Odkąd mamy Facebooka, zyskaliśmy nową kartę przetargową w starciu z bezdusznymi firmami i politykami. Korzystamy z niej, ile się da, protestując przeciwko wszystkiemu, co nas uwiera: ACTA, ofercie nC+, zabezpieczeniom DRM w Xboksie One, koszulkom z Che Guevarą w popularnej sieciówce odzieżowej. Czy wielcy tego świata rzeczywiście mają czego się bać?

Odkąd mamy Facebooka, zyskaliśmy nową kartę przetargową w starciu z bezdusznymi firmami i politykami. Korzystamy z niej, ile się da, protestując przeciwko wszystkiemu, co nas uwiera: ACTA, ofercie nC+, zabezpieczeniom DRM w Xboksie One, koszulkom z Che Guevarą w popularnej sieciówce odzieżowej. Czy wielcy tego świata rzeczywiście mają czego się bać?

Kiedyś tak łatwo nie było. Pojedynczy człowiek, któremu nie podobały się działania rządów albo wielkich korporacji, mógł próbować co najwyżej robić szum samotnie, działać w ramach organizacji pozarządowych albo zaprzęgać do pomocy znajomych dziennikarzy. Teraz każdy ma Internet, każdy ma Facebooka, a wraz z nim władzę. Świadomość, że może wszystko. Może podskoczyć każdemu, jeśli tylko znajdzie więcej osób mających ten sam problem co on.

Nie dla ACTA, czyli Polak potrafi

W Polsce synonimem udanej akcji sprzeciwu w Sieci jeszcze długo będą protesty przeciwko ACTA, antypirackiemu (przynajmniej w teorii) traktatowi, który rząd Donalda Tuska próbował wprowadzić bez pytania społeczeństwa o zdanie. Rządowi omal to zachowanie nie odbiło się czkawką, a za Polakami zaczęły protestować kolejne nacje. Wkrótce pół Europy wyrażało swój głośny protest przeciwko ACTA.

Braliście udział w tych protestach? Pamiętacie, jaka była ich skala? Pamiętacie, w jakim tempie mnożyły się fanpage'e i wydarzenia na Facebooku? Jeśli nie, to pozwólcie, że przypomnę: wydarzenie "Nie dla ACTA - nie zgadzam się na podpisanie umowy przez Polskę" zgromadziło w ciągu kilku dni 400 tys. osób. Fanpage "Nie dla ACTA w Polsce" polubiło, również w zaledwie kilka dni, 170 tys. użytkowników.

A do tego było kilkadziesiąt innych stron. Swoim zwyczajem Polacy zaczęli nawet tworzyć związane z protestami przeciwko ACTA farmy fanów, sprzedawane następnie na Allegro. Była duża szansa, że jeśli założy się fanpage anty-ACTA, zbierze się dużo lajków.

Skala tych protestów była niesamowita, a na dodatek z Facebooka internauci wyszli na ulice, mimo 20-stopniowych mrozów. Wtedy się okazało, że potrafimy. Naprawdę potrafimy.

Klienci nC+ zjednoczeni

Na nieco mniejszą, ale i tak imponującą skalę Polacy znów pokazali swoją siłę na Facebooku, protestując wiosną tego roku przeciwko nowej ofercie nC+, całkowicie zmieniającej dotychczasowe umowy, oczywiście na niekorzyść klientów. Fanpage Anty nC+ w ciągu paru dni polubiło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, zdenerwowanych, że ktoś próbuje im wciskać coś, czego nie chcą.

Nie były to protesty aż tak masowe jak w przypadku ACTA, bo nC+ nie ma 20 mln abonentów, tylko ponad 2 mln. Ale ci, którym zależało, rzeczywiście pokazali siłę. Dominika Tomaszczuka, twórcę fanpage'u, nazywano nawet nowym Wałęsą.

Obraz

W końcu nie było wyjścia: nC+ musiało negocjować z internautami i zaproponować nową ofertę. Bez zmasowanej akcji na Facebooku pozycja negocjacyjna klientów byłaby dużo gorsza i nawet gdyby w końcu postawili na swoim, przepychanki trwałyby miesiącami.

Wściekli gracze kontra Microsoft

Gniewu mas internautów boją się wszyscy, nawet takie firmy jak Microsoft, którego prezentacja konsoli Xbox One nie skończyła się dobrze. Zabezpieczenia DRM, konieczność łączenia się przynajmniej raz na dobę z Internetem, aby można było korzystać z gier, ograniczenia związane z wypożyczaniem i odsprzedawaniem gier – to wszystko wystarczyło, żeby wywołać falę protestów.

Gigant, przestraszony, że nowa konsola okaże się kompletną porażką, przemyślał swoje postępowanie i dał internautom, czego chcieli. Za serwisem Gram.pl:

Gigant ugiął się i przestał bronić tego, co próbował wprowadzić bez szczególnych korzyści dla graczy. Granie offline (bez potrzeby codziennego check-inu), Pożyczanie, wymiana, odsprzedawanie i przekazywanie gier na płytach wracają w postaci znanej z Xbox 360. Jeśli chodzi o wcześniej ogłoszone pomysły, to wszystkie tytuły wciąż mają być dostępne w dniu premiery zarówno na płycie, jak i na Xbox Live.

A pamiętajmy, że ten gigantyczny protest zaczął się od czegoś drobnego: wpisu na forum gamingowym NeoGAF, skierowanym przeciwko zabezpieczeniom DRM. Z wpisu zrobiła się wielka akcja na Facebooku, Twitterze i YouTube, a potem gracze poszli za ciosem i przestali ograniczać swoje postulaty do zniesienia DRM-ów.

Choć w akcji wzięło udział zaledwie ok. 1,5 tys. osób, popularna sieciówka odzieżowa zdecydowała się wycofać koszulki z Che z polskich sklepów i przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się przez ten wzór urażeni.

Protestować każdy może, jeden lepiej, a drugi...

Długo jeszcze można by wymieniać głośne akcje internautów, prowadzone czy to na Facebooku, czy gdziekolwiek indziej. Afera zbożowa na Wykopie, akcja na Facebooku przeciwko Jarosławowi Kuźniarowi, protest przeciwko... papieżowi stojącemu plecami do Częstochowy.

Skala mniejsza, a skuteczność taka sama

Obraz

Protestuje każdy, kogo coś boli, uwiera i denerwuje. Jedni ze swoimi akcjami przebijają się do tradycyjnych mediów, dzięki czemu stają się ważniejsi i skuteczniejsi, inne protesty pozostają niszowe, ograniczające się do kręgu znajomych wymieniających się swoimi frustracjami z powodu czegoś, czego i tak nie zmienią.

Najważniejsze jest to, że wszyscy możemy to robić. Wszyscy możemy założyć internetową petycję, wymyślić tag na Twitterze skierowany przeciwko denerwującej nas korporacji albo po prostu założyć fanpage (bądź wydarzenie) na Facebooku. To tylko chwila roboty.

W czasach kiedy ludzie coraz częściej świadomie rezygnują z prawa głosu w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich, demokracja na Facebooku ma się świetnie. I nawet jeśli nie wszystkim to w smak i nie dla wszystkich jest to wygodne, warto powiedzieć jedno: to właśnie jest społeczeństwo obywatelskie w działaniu.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)