TOP 10 najdziwniejszych broni drugiej Wojny Światowej

Strona głównaTOP 10 najdziwniejszych broni drugiej Wojny Światowej
20.10.2010 23:15
Panjandrum
Panjandrum
Henryk Tur
Henryk Tur

Wojna to rzecz straszna, ale patrząc na nią chłodnym, nieludzkim okiem, można stwierdzić, że daje olbrzymie pole do popisu różnej maści innowacjom dotyczącym broni. Im dłużej trwa konflikt, tym, bardziej każda ze stron gotowa chwycić i próbować wcielić w życie nawet najbardziej szalone idee, aby uzyskać przewagę nad oponentem. Nie inaczej było w okresie II Wojny Światowej, kiedy również pojawiały się przedziwne projekty militarne. Zobaczcie je!

bETSYliZ

Panjandrum

Panjandrum
Panjandrum

Co to za dziw? Możecie zgadywać, ale i tak nie zgadniecie. Jest to broń powstała w celu niszczenia niemieckich umocnień na plażach. Idea była prosta - nim z okrętów ruszy desant, wyrzucone zostaną te właśnie koła. Mają one własny napęd - rakiety na obrzeżach, a w osi schowano mnóstwo materiałów wybuchowych. Pandajarum wylatuje z okrętu, pędzi przed siebie, trafia na umocnienia, eksploduje, umocnienia zniszczone, nasi wkraczają. Niestety, nic z tego - kapryśne wynalazki nie potrafiły utrzymać kursu i często niespodziewanie skręcały, uderzając we własne statki. Projekt zamknięto.[h2]Działo dźwiękowe - Schallkanone

Schallkanone
Schallkanone

Teraz pomysł z obozu Osi. Wpadł na niego nie byle kto, bo Albert Speer, czyli osobnik odpowiedzialny za monumentalny, epicki styl III Rzeszy oraz pełniący funkcję Ministra Uzbrojenia i Amunicji. Wynalazł on wielkie działo, które miało zabijać falami dźwiękowymi. Widoczne na zdjęciu talerze miały kierować je w stronę wrogów, wytwarzając ciśnienie nie do wytrzymania dla żywego organizmuu. Na szczęście nikt nie miał okazji paść ofiarą Schallkanone, ponieważ wynalazku nigdy nie uruchomiono (jedna wersja) lub zarzucono go (druga wersja).[h2]Nietoperze bombowe

Nietoperze bombowe
Nietoperze bombowe

A czemu by do zwalczania wrogów nie zaprząc sił natury? Na ten pomysł wpadli spece zAir Force. Wyobraźcie sobie bombowiec, na którego pokładzie nie ma jednak bomb, a setki nietoperzy (molosów meksykańskich) w specjalnych pojemnikach. Samolot miał wyrzucać je nad japońskimi miastami i osadami, a potem w niewielkiej odległości od gruntu pojemniki otwierałyby się, uwalniając gacki, które – kierowane instynktem – natychmiast rozproszyłyby się, poszukując schronienia na strychach i poddaszach japońskich domostw.

Jeszcze przed załadowaniem na pokład samolotu każdy molos miał zostać „ubrany” w specjalną uprząż, dzięki której transportowałby ładunek zapalający. W określonym czasie po zrzucie mała bomba eksplodowałaby, wzniecając pożar. Proszę sobie teraz wyobrazić – dajmy na to – tysiąc takich eksplozji naraz. Średniej wielkości miasto mogłoby w momencie stanąć w ogniu. Projektu zaniechano z dość prozaicznej przyczyny – podczas „treningów” molosów kilka z nich uciekło i wywołało pożar na terenie… własnej bazy (Carlsbad w Nowym Meksyku). Straty musiały być poważne, ponieważ po tym incydencie projekt przerwano. [h2]WindKanone

WindKanone
WindKanone

Co Wam mówi ten widoczek? Komin? Jakiś fragment systemu wentylacji czy kanalizacji? Nie, proszę państwa. To jedyna na świecie broń do wytwarzania ognistych wirów powietrznych. Idea jest taka: pierwszy strzał wyrzuca we wskazane miejsce na niebie specjalną mieszaninę pyłów i materiałów wybuchowych, a drugi, następujący zaraz po pierwszym, podpala ją, co wytwarza wir gorącego powietrza.

WindKanone powstało w Stuttgarcie i - w przeciwieństwie do wielu konceptów - tego akurat użyto! Miało to miejsce podczas obrony Elby, jednak był to pierwszy i ostatny jego występ. Powód? Wytworzony wir nie był w stanie uszkodzić żadnego samolotu Aliantów, nie mówiąc o jego strąceniu.[h2]Pies antyczołgowy

Pies antyczołgowy
Pies antyczołgowy

Niemcy kombinowali z techniką, Alianci - z żywymi stworzeniami. Kolejnym przykładem jest stosowany przez Armię Czerwoną pies antyczołgowy. Takie zwierzaki pojawiły się na froncie wschodnim w latach 1941-1942. Tresowane miały zachowywać się tak - wybiegają z pozycji, niosąc na grzbiecie ładunek wybuchowy, wbiegają pod czołg, tam przegryzają uprząż trzymającą ładunek i wracają, a żołnierze zdalnie odpalają ładunek. Drugą opcją było wypuszczanie czworonogów z bombami zegarowymi, jednak to właśnie sprawiło, że projekt przerwano. Psy wystraszone eksplozjami wracały do swoich panów i nietrudno się domyślić, że wraz z nimi wylatywały w powietrze

Yokosuka MXY7 Ohka

Yokosuka MXY7 Ohka
Yokosuka MXY7 Ohka

Japończycy z kolei nie posyłali na śmierć zwierząt, ale swoich pilotów. Yokosuka MXY7 Ohka to nie tyle samolot, co sterowany przez pilota samobójcę pocisk. Zawierał on ładunek wybuchowy o masie 1200 kg, a zapalniki były odbezpieczane przez pilota w momencie poprzedzającym uderzenie. Ohka nie miała własnego silnika, do celu misji transportowana była przez bombowiec, a uczepiano ją pod kadłubem. Po odłączeniu pilot mógł odpalić trzy rakietowe boostery, które nadawały pociskowi prędkość niemal 450 km/h. Zbudowano ponad 800 sztuk tego typu pojazdów, lecz tylko kilka zostało użytych.[h2]Skacząca bomba

Skacząca bomba
Skacząca bomba
Schemat działania skaczącej bomby
Schemat działania skaczącej bomby

Skaczące bomby powstały jako odpowiedź na zapotrzebowanie alianckiego lotnictwa na broń niszczącą zapory niemieckie. Odpowiada za nie Barnes Wallis, a działa to tak, jak widać na powyższym obrazku - samolot opuszcza się nad wodę, obracająca się wokół własnej osi bomba zostaje wyrzucona, a tam odbija się od tafli i uderza w zaporę, opadając tuż przy niej i wówczas eksploduje. Wynalazek był bardzo pomocny w operacji Chasite (1943).[h2]Fu-Go

Fu-Go
Fu-Go

Poddanym cesarza nie zbywało na pomysłach, a ponieważ wojna kosztuje, szukano coraz tańszych sposobów, by zaszkodzić wrogowi. Jednym z nich jest Fu-Go. To prosty balon wykonany z mieszanki papieru i lateksu, do którego kosza doczepiano ładunki zapalające. Nie były one jakoś superniszczycielskie  - ważyły do 15 kilogramów. Flota japońska wypuściła ponad 9000 Fu-Go na północno-zachodnie stany USA, jednak wynik operacji budzi uśmiech politowania - sześć osób zabitych i znikome zniszczenia.[h2]Silbervogel

Silbervogel
Silbervogel

III Rzesza koniecznie chciała posiąść zaawansowaną technikę rakietową. Na szczęście nie udało jej się to, jednak pozostało wiele planów wykorzystujących raczkujące wówczas technologie. Jednym z nich jest Silbervogel - Srebrny Ptak. To samolot międzykontynentalny, który miał pozwolić na bombardowanie terytorium USA z baz w Europie. Zaprojektował go Eugen Sänger i pierwotnie nazwał "Amerika Bomber".

Pasem startowym miały być tory o długości trzech kilometrów, na których do prędkości 1200 km/h miałyby rozpędzać samolot silniki rakietowe. Pozwoliłoby to na wzniesienie się na wysokość 145 kilometrów nad ziemię (czyli do termosfery) i podróżowanie tam z prędkością 13 700 km/h. Potem Srebrny Ptak miał gasić część silników i opadać, aby rzucać nad celem ważącą 400 kg bombę. Wówczas silniki miały ponownie ryknąć ogniem i wzbić się ponad zasięg samolotów wroga, a na docelowe lotniska zaplanowano te znajdujące się na wysepkach Pacyfiku opanowanych przez Japonię.[h2]Projekt Habakkuk

Projekt Habakkuk
Projekt Habakkuk

Za Projekt Habakkuk odpowiada Geoffrey Pyke. Miało być to wykorzystanie samej natury jako wytrzymałej jednostki wodnej. Jak można łatwo się domyślić, patrząc na rysunek powyżej, chodziło o górę lodową. Ścinamy jej wierzchołek, równamy poziom, drążymy w środku, na koniec doczepiamy silniki i już mamy wytrzymały jak diabli lotniskowiec.

bETSYljb

Jako że lód może pękać, dwaj nowojorscy naukowcy wynaleźli mieszankę wody i drewna, która po zamrożeniu stawała się niezwykle trwałym materiałem. Planowany pierwszy tego typu "lodowy lotniskowiec" miał mieć 600 m długości, wyporność 2,2 milionów ton oraz miejsce na transport 150 samolotów. Niestety - koszty (100 milionów dolarów) oraz trudności techniczne pogrzebały projekt.

Zainteresowanych bronią zapraszam do przejrzenia ciekawego zestawu replik broni.

Udostępnij:
bETSYljl
Komentarze (0)
bETSYljX