Chcesz być eko? Jedz robaki. I pamiętaj: krowa to wróg!

Smacznego! (Fot. Dvice.com)
Smacznego! (Fot. Dvice.com)
Łukasz Michalik

19.04.2012 15:00, aktual.: 10.03.2022 14:51

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Tęgie głowy na całym świecie szukają odpowiedzi na pytanie, jak sprostać rosnącym potrzebom naszego gatunku bez nadmiernej eksploatacji zasobów planety. Związane z tym badania są często motorem postępu i sprawiają, że jakość naszego życia wzrasta. Zdarzają się jednak przypadki, w których dobre chęci biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.

Tęgie głowy na całym świecie szukają odpowiedzi na pytanie, jak sprostać rosnącym potrzebom naszego gatunku bez nadmiernej eksploatacji zasobów planety. Związane z tym badania są często motorem postępu i sprawiają, że jakość naszego życia wzrasta. Zdarzają się jednak przypadki, w których dobre chęci biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.

Jednym z nich jest przytoczona przez serwis Dvice zachęta, by porzucić przyzwyczajenia żywieniowe i zamiast dużych zwierząt przerzucić się na znacznie drobniejsze źródło białka - owady (w tym artykule możecie przeczytać o innych proekologicznych pomysłach, takich jak modyfikacje genetyczne ludzi).

Badacze z Cornell University przeprowadzili w latach 90. obliczenia, z których wynikało, że same tylko Stany Zjednoczone mogłyby wyżywić 800 milionów ludzi roślinami produkowanymi jako pasza dla zwierząt hodowlanych. Biorąc pod uwagę, że technologie stosowane w rolnictwie rozwinęły się od tamtego czasu, liczba ta jest współcześnie jeszcze większa.

To nie koniec racjonalnych powodów do zmiany diety. W 2006 roku FAO badała wpływ zwierząt hodowlanych na naszą planetę. Wyniki opublikowano w raporcie o złowróżbnym tytule „Livestock’s Long Shadow”. Stwierdzono w nim, że pastwiska zajmują 26 proc. powierzchni lądów, produkując jedną trzecią żywności uzyskiwanej dzięki polom uprawnym.

Co więcej, 70 proc. obszaru, na którym wycięto lasy amazońskie, zostało przeznaczone na pastwiska. Ten sam raport stwierdzał, że zwierzęta hodowlane odpowiadają za 18 proc. produkcji gazów cieplarnianych – więcej niż transport. Udział zwierząt obliczono bez uwzględnienia zanieczyszczeń wytwarzanych podczas transportu zwierząt.

Nie mają pojęcia, jak strasznymi są szkodnikami!
Nie mają pojęcia, jak strasznymi są szkodnikami!

Dysponując takimi danymi można uznać, że jedzenie zwierząt hodowlanych to rozwiązanie mało racjonalne. Potwierdzają to kolejne fakty. 100 gramów polędwicy wołowej to około 29 g białka i 21 g tłuszczu, gdy 100 gramów koników polnych to 20 gramów białka i zaledwie sześć tłuszczu – proporcja jest zdecydowanie korzystniejsza w przypadku koników polnych.

Dysponując taką naukową podbudową, można w końcu przedstawić tezę: jeśli chcemy ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, a jednocześnie racjonalnie wykorzystywać posiadane zasoby, powinniśmy zacząć jeść owady zamiast zwierząt (inną ciekawą koncepcją jest przemysłowa hodowla bezmózgich kur). Czy to dobre rozwiązanie?

Z punktu widzenia ekologów zapewne tak, jednak rodzi się pytanie o powód, dla którego mielibyśmy to robić. Radykalni działacze ekologiczni mają prostą odpowiedź – Ziemia ginie i trzeba ją ratować.

Nie sposób osądzić to założenie – specjaliści z tytułami naukowymi dłuższymi od „Imagine” Beatlesów nie mogą dojść w tej kwestii do porozumienia, więc spora część pro- lub antyekologicznych dysput opiera się raczej na osobistych przekonaniach i polityce niż na rzetelnych argumentach.

Mój sprzeciw budzi jednak coś innego. Fakt, w niektórych rejonach świata owady są tradycyjnym pożywieniem, a np. tajlandzki rząd zachęcał swoich obywateli do pałaszowania szarańczy, rozwiązując za jednym zamachem problem aprowizacji i ochrony upraw.

Z drugiej strony, czy po to ewoluowaliśmy przez kolejne tysiąclecia, stając w końcu na szczycie łańcucha pokarmowego, by teraz rezygnować z tej pozycji i zamiast T-bone’ów pałaszować szarańcze i larwy? Bardzo łatwo można ograniczyć wpływ ludzi na środowisko. Po prostu porzućmy zdobycze cywilizacji i zacznijmy żyć jak ludzie pierwotni.

Niedostatek jaskiń nie będzie problemem - natura szybko poradzi sobie z regulacją liczebności zależnego od niej gatunku. Tylko czy to ma sens? Moim samolubnym i pozbawionym ekowrażliwości  zdaniem: absolutnie nie.

Forsowna, powojenna industrializacja pozostawiła zdewastowane rejony przemysłowe, zatrute rzeki i masę pyłów unoszących się w powietrzu. Rozwinięte państwa opracowały potrzebne technologie i poradziły sobie z większością tych problemów. Nie widzę powodu, dla którego kolejne pokolenia miałyby być głupsze od nas i nie radzić sobie z problemami, które odziedziczą.

To jednak tylko jeden głos. A co Wy o tym sądzicie? Czy bylibyście skłonni poświęcić się dla planety, zmienić dietę i zacząć jeść owady?

Źródło: Dvice

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)