Demony są z telefonu, a Internet to zły świat równoległy

Demony są z telefonu, a Internet to zły świat równoległy
Źródło zdjęć: © digitaltrends.com
Gadżetomania poleca

26.12.2013 00:38, aktual.: 10.03.2022 11:39

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Winę za rozmaite społeczne niepowodzenia wielokrotnie zrzucano na technologię. Dlaczego?

Debata dotycząca życia online i tego, czy szkodzi nam ono, trwa. O „odłączaniu się” pisał „Przekrój”, i „Polityka”, a bloger Krzysztof Gonciarz podjął wyzwanie przeżycia miesiąca bez Sieci, z którego wybrnął zwycięsko.

Również na łamach Gadżetomanii rozmawialiśmy o tym, czy można, a jeśli tak, to czy warto, żyć bez Internetu. Padały na ogół rzeczowe odpowiedzi: tak, od Internetu można się uzależnić, ale przesadzamy z szafowaniem słowem „nałóg”; można żyć bez internetu, ale lepiej korzystać z niego rozsądnie; nie warto zwalać winy za własne niedoskonałości na narzędzie.

Jest jednak jeszcze jedna strona dyskusji o Sieci i jej niebezpieczeństwach: technofobiczny cień, który od początku jej towarzyszy.

Obraz
© computerweekly.com

Już pradziadowie

Wiele rzeczy zmienia się na świecie, ale dwie pozostają stałe: narzekanie na „te dzisiejsze czasy” i technofobia, czyli obawa przed zmianami napędzanymi przez technologię. Już Cyceron ubolewał: „o tempora, o mores!”, a według Isaaca Asimova, asyryjska tabliczka z 2800 r. p.n.e. głosi, że „Ziemia jest zdegenerowana i wszelkie znaki wskazują, że zbliżamy się do rychłego końca”.

Technologiczne nowinki nie miały dobrej prasy już za starożytnych. Sokrates pozostawał nieufny wobec słowa pisanego, więc w rezultacie jego nauki znamy wyłącznie z drugiej ręki. Na dobre jednak technofobia rozwinęła się wraz z rewolucją przemysłową. Cywilizacja przyspieszyła w niespotykanym dotąd tempie, z czym niektórzy nie umieli sobie poradzić.

Maszyny budziły lęk do tego stopnia, że niektórzy – jak angielscy luddyści – posuwali się do rękoczynów przeciw nim. W dzisiejszych czasach rolę trybuny, na której do głosu dochodzą nasze obawy przed technologią, są kino, literatura i media – może być to cyberpunk, antyutopia, ale również pełne troski artykuły publikowane w prasie i, o ironio, w Internecie.

Obraz
© justing2014.blogspot.com

Niezależnie od tego, w jakiej epoce i w jakim zakątku globu się pojawia, technofobia jest motywowana podobnymi pobudkami: obawą przed naruszeniem istniejącego porządku i lękiem, że w życie wkradnie się chaos. Dzisiejsi technosceptycy przekonują, że oddając pole komputerom, stajemy się niewolnikami własnych narzędzi.

Stanowisko to najdobitniej wyraził filozof Neil Postman w książce „Technopoly” z 1992 roku, w której straszył „totalitarną technokracją”.

Zabójcza prędkość
Zabójcza prędkość© http://www.flickr.com/photos/boston_public_library/

Ten pęd urwie mi głowę!

„Spłyca umysł, wprowadza go w stan zamroczenia i euforii, czyni człowieka podatnym na doznania bez większego zaangażowania” – takie zarzuty często padają pod zarzutem Internetu. Tymczasem cytat ten pochodzi z recenzji książki socjologa Richarda Hoggarta „The Uses of Literacy” z 1957 roku i odnosi się do ówczesnej kultury popularnej, zwłaszcza radia i telewizji, która z dzisiejszego punktu widzenia jest równie agresywna co „Koncert Życzeń”.

Takie wypowiedzi przypominają nam, że z każdym nowym zjawiskiem społeczeństwo musi się oswoić. Oszołomieni szybkością XIX-wieczni pasażerowie kolei podobno obawiali się, że pęd urwie im głowy. Widzowie pierwszych filmów braci Lumiere w panice uciekali sprzed ekranu, bojąc się, że filmowy pociąg zaraz ich staranuje.

Odpowiedzią na ekspansję telefonu i telegrafu w USA na początku minionego stulecia były popularne powieści za grosik, w których sieci telegraficzne, niczym demoniczne pająki, paraliżują kraj. Na dodatek często obawom przed nowościami towarzyszy panika moralna, regularnie powtarzająca się przy okazji nowych fenomenów kulturowych – od Elvisa, przez Pokemony, po media społecznościowe.

Zły Komputer
Zły Komputer© http://www.flickr.com/photos/ap3x/

Ten zły Internet

Technofobii towarzyszą różne racjonalizacje. Łukasz Michalik pisał niedawno na łamach Gadżetomanii: „akcjom odwykowym towarzyszy dość osobliwe założenie, że istnieje granica pomiędzy naszym ‘prawdziwym’ życiem, a tym, które w jakiś sposób jest związane z technologią. Problem w tym, że takiej granicy nie ma”.

Pod jego słowami mógłby podpisać się Nathan Jurgenson, piszący dla bloga Cyborgology. Nazywa taką postawę dualizmem cyfrowym – jego zwolennicy przekonują, że korzystając z Internetu zostajemy wessani do złego świata równoległego, który jakoby zabijał zdolność do życia ‘naprawdę’.

To dosyć absurdalne przekonanie, które nie bierze pod uwagę faktu, że Facebook to przede wszystkim agregat osób, które i tak znamy skądinąd, a fotki na Instagramie przedstawiają miejsca, w których byliśmy jak najbardziej fizycznie i jedzenie, które osobiście spożyliśmy.

Do tego życie offline ma być, jak twierdzą niektórzy, lepsze i prawdziwsze – tak jakby bez Internetu ludzie lubili wszystkich bliższych i dalszych znajomych w jednakowym stopniu, a pogawędki o niczym przy automacie do napojów w pracy miały większy filozoficzny ciężar niż nawet najciekawsza rozmowa w Sieci.

Absurd sytuacji pięknie podsumowują wszystkie wesołe trolle, które o swojej niechęci do społecznościówek i wyższości szlachetnych rozrywek w rodzaju rękodzielnictwa, rozmyślania pod gruszą czy lektury klasyków nad bezproduktywnym tkwieniem w Sieci piszą w… komentarzu na forum internetowym.

Do tego najlepiej z adnotacją: „nie miałem nigdy konta na żadnym portalu”!

Olga Drenda

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)