Chiński samochód napędzany wiatrem
Intrygujące wynalazki, gadżety i pojazdy, powstające w Chinach, nie są może pokazem najbardziej zaawansowanej technologii, ale zazwyczaj ich twórcom nie sposób odmówić pomysłowości, odwagi i umiejętności realizowania ambitnych projektów w chałupniczych warunkach. Pewien Chińczyk postanowił skonstruować samochód napędzany wiatrem. Jak mu się to udało?
Intrygujące wynalazki, gadżety i pojazdy, powstające w Chinach, nie są może pokazem najbardziej zaawansowanej technologii, ale zazwyczaj ich twórcom nie sposób odmówić pomysłowości, odwagi i umiejętności realizowania ambitnych projektów w chałupniczych warunkach. Pewien Chińczyk postanowił skonstruować samochód napędzany wiatrem. Jak mu się to udało?
Pomysł, by do transportu lądowego wykorzystać siłę wiatru, nie jest nowy. Jedna z teorii dotyczących budowy piramid sugeruje nawet przemieszczanie bloków skalnych za pomocą gigantycznych latawców. W czasach znacznie nam bliższych próbowano tworzyć pojazdy z napędem żaglowym, jednak ta droga rozwoju motoryzacji okazała się nieperspektywiczna.
Do starego pomysłu powrócił pewien 55-letni Chińczyk, który postanowił skonstruować samochód napędzany wiatrem (w warsztacie innego Chińczyka powstała niedawno miniaturowa łódź podwodna). Zamiast żagla wykorzystał jednak nowocześniejsze rozwiązanie i z przodu pojazdu umieścił pokaźny wentylator napędzający prądnicę. Budowa zajęła 3 miesiące i kosztowała około 10 tys. juanów (ok. 5 tys. złotych).
Zgodnie z deklaracjami twórcy po naładowaniu akumulatorów zasięg pojazdu wynosi do 140 kilometrów, co w porównaniu z większością samochodów elektrycznych znajdujących się w sprzedaży jest bardzo dobrym wynikiem.
Homemade electric (and wind-powered?) car in rural China
Mimo dużego zainteresowania, jakim w Chinach cieszy się film przedstawiający ten wynalazek (opublikowany po raz pierwszy wczoraj w tym serwisie), trudno jednak mówić o motoryzacyjnym przełomie. Sam samochód jest wielkości gokarta i wydaje się mało prawdopodobne, by został dopuszczony do ruchu. Pomysł jest jednak wart uwagi i może zainspiruje większych producentów samochodów.
Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której np. po dojechaniu do celu samochodem elektrycznym zamiast podłączać go do prądu, wystarczy wyciągnąć wiatrowy generator, by po kilku godzinach wrócić do gotowego do jazdy pojazdu z naładowanym akumulatorem. W takim kontekście pomysł Chińczyka może być ciekawym rozwiązaniem.
Źródło: Beijing Cream • Dvice