Czym jest railgun? W przeciwieństwie do broni palnej railgun nie rozpędza pocisku za pomocą wybuchu materiału miotającego, ale za sprawą elektryczności. Warto w tym miejscu podkreślić, że - wbrew informacjom, jakie znajdziemy w wielu polskich portalach - railgun to nie działo Gaussa działające na nieco innej zasadzie (o lądowych testach tej broni możecie przeczytać w artykule “Railgun – broń XXI wieku. Jak strzela działo na prąd?”).
Railgun – broń XXI wieku. Jak strzela działo na prąd?
Railgun to połączenie niezwykle prostej zasady działania z wykonaniem wymagającym zaawansowanej technologii i znacznych środków. Działo składa się, w dużym uproszczeniu, z dwóch podłączonych do prądu szyn, pomiędzy którymi znajduje się pocisk. Zarówno szyny, jak i pocisk muszą przewodzić prąd.
Po włączeniu zasilania powstaje silne pole magnetyczne, a działające siły usiłują rozsunąć szyny i wyrzucić pocisk. W sytuacji gdy szyny są nieruchome, efektem włączenia zasilania jest wypchnięcie pocisku.
Zasada funkcjonowania jest bardzo prosta, czego nie można powiedzieć o praktycznej realizacji tego pomysłu. Poza wytrzymałymi materiałami railgun potrzebuje potężnego źródła zasilania (...).
Po co zawracać sobie głowę bronią na prąd w czasach, gdy tradycyjna artyleria radzi sobie całkiem nieźle? Railgun mimo wszystkich problemów związanych z zasilaniem i eksploatacją ma istotną zaletę. Jest nią bardzo duża prędkość, z jaką porusza się wystrzelony pocisk, sięgająca 2,7 kilometra na sekundę.
Dzięki precyzji strzału i ogromnej energii kinetycznej pocisku nie trzeba wyposażać go w głowicę bojową, a zasięg takiej broni może - według obliczeń - sięgać nawet ponad 500 kilometrów.
Działo opracowane przez brytyjski koncern zbrojeniowy BAE Systems (testowany jest również railgun General Atomics Blitzer) ma nieco skromniejsze parametry. Jak twierdzi kontradmirał Bryant Fuller z amerykańskiej marynarki wojennej, wystrzeliwane pociski, choć ważą zaledwie 10 kilogramów, mają mieć energię sięgającą 32 megadżuli. Zostało to porównane do impetu, z jakim rozpędzony do kilkuset kilometrów na godzinę pociąg uderza w ustawioną na torach przeszkodę.
WIDEONavy Electromagnetic Railgun Tests
Inny przedstawiciel amerykańskiej marynarki, Matthew Klunder, kierujący ośrodkiem badawczym Naval Research, wyjaśnił przy okazji, jaką przewagę zapewnia railgun i po co konstruuje się tę broń.
Koszt wystrzelenia jednego pocisku ma nie przekraczać 25 tysięcy dolarów, co w porównaniu z konwencjonalną bronią o podobnej skuteczności i zasięgu ma oznaczać wydatki mniejsze 20-60 razy. Co więcej, pojedynczy okręt wojenny dysponuje z reguły najwyżej kilkudziesięcioma rakietami. W przypadku railguna liczba transportowanych pocisków będzie znacznie większa, ma sięgać setek sztuk.
Wybrano już pierwszy okręt, na którym zostanie zamontowany railgun. Wybór - wbrew wcześniejszym spekulacjom, stawiającym na prototypowy niszczyciel nowej generacji USS Zumwalt - padł na transportowy katamaran USNS Millinocket.
To wprowadzony do służby pod koniec marca trzeci z serii okrętów JHSV (Joint High Speed Vessel). O okrętach tego typu przeczytacie w artykule "Wodowanie USNS Spearhead. Marines przypłyną z prędkością 80 km/h". Katamaran może transportować batalion piechoty i jeden śmigłowiec z prędkością 43 węzłów (około 80 km/h). W przypadku USNS Millinocket w miejscu lądowiska dla śmigłowca zostanie umieszczony railgun.
Pierwsze próby morskie nowej broni zostaną przeprowadzone w 2016 roku. Odbędą się wówczas testy pojedynczych strzałów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w 2018 roku railgun po raz pierwszy wystrzeli serię pocisków. Źródła zbliżone do Pentagonu podają również, że testy railguna w wersji morskiej to nie wszystko. W dalszej perspektywie planowane jest wykorzystanie sprzętu tego typu jako elementu tarczy antyrakietowej oraz w roli broni przeciwlotniczej.
W artykule wykorzystałem informacje z serwisów Breaking Defense, Reuters, Ars Technica i National Defense Magazine.