"Polskie" panele fotowoltaiczne z Chin. Nie daj się oszukać

Strona główna"Polskie" panele fotowoltaiczne z Chin. Nie daj się oszukać
12.06.2021 08:43
Panele fotowoltaiczne
Panele fotowoltaiczne
Źródło zdjęć: © GettyImages

"Mam dla Państwa wspaniałą ofertę - polskie panele fotowoltaiczne". Te słowa mogą być kluczowe, jeżeli kupując panele, chcemy wspierać polski przemysł. Wiele firm wykorzystuje takie sztuczki, dając zaledwie polską markę urządzeniom wyprodukowanym w Azji. Wyjaśniamy, jak sprawdzić producenta.

Materiał powstał w ramach ekologicznej akcji WP Naturalnie.

Zaznaczmy to na początku. W Polsce funkcjonują fabryki modułów fotowoltaicznych. Jest u nas kilka firm, które faktycznie mają własne linie produkcyjne i montują panele.

Bazują jednak na komponentach, które w znakomitej większości pochodzą z Dalekiego Wschodu. Sprawa zazwyczaj wygląda tak, że firma rozpoczynająca produkcję paneli w Europie, kupuje technologię od działającego już przedsiębiorstwa. Ze względu na fakt, że Chiny odpowiadają za produkcję około 70 proc. wszystkich modułów, zazwyczaj do Europy ściąga się tamtejsze rozwiązania.

To jednak nie jest nic nowego, wiele firm bazuje na takich rozwiązaniach. Opracowanie nowej linii produkcyjnej byłoby kosztowne i nie zawsze ma biznesowe uzasadnienie.

Rodzime firmy produkcyjne to w zasadzie montownie, które łączą ze sobą wyprodukowane w Chinach ogniwa, folię EVA i ramy paneli. Oczywiście zdarza się, że niektóre części są produkowane także w Europie, jednak są to przypadki bardzo rzadkie.

Jeśli fabryka korzysta ze sprawdzonych dostawców, a system kontroli jakości jest szczelny, co pozwala uniknąć wadliwych partii, nie można mówić o tym, by panele produkowane w taki sposób były niskiej jakości. Warto jednak mieć na uwadze, że technicznie mogą być one kopią rozwiązania chińskiego, co sprawia, że produkcja w kraju europejskim nie oferuje klientowi końcowemu żadnej wartości dodanej.

Polski producent. A gdzie fabryka?

Odrębną część rynku stanowią firmy, które mają status producenta, ale fizycznie nic nie produkują. Mowa o przedsiębiorstwach, które zlecają montaż modułów fotowoltaicznych chińskim fabrykom. Choć firma taka jest producentem, tak naprawdę mówimy tu jedynie o rebrandingu.

Tak powstałe moduły są produktem polskim tylko w teorii. W praktyce przenosi to odpowiedzialność za panele na firmę sprowadzającą je do kraju, ale wszelkie badania, na podstawie których wystawiana jest deklaracja CE (deklaracja zgodności z dyrektywami UE), są zazwyczaj przeprowadzane w Chinach. Sprzęt nie jest zatem "pewniejszy" od tego, który moglibyśmy zakupić bezpośrednio od producenta z Państwa Środka.

W Europie działają także przedsiębiorstwa, które mogą wprowadzać klientów w błąd, choć nie oznacza to łamania prawa. Mowa tu o firmach, które określają się mianem "hiszpańskiej marki", na kartach produktów eksponują flagę Hiszpanii, krzycząc wręcz do klienta "Jesteśmy z Europy!".

Karta produktowa modułu Exiom Solution
Źródło zdjęć: © Exiom Solution
Karta produktowa modułu Exiom Solution

Po wejściu na stronę internetową takiego przedsiębiorstwa i przeczytaniu jego historii dowiadujemy się, że fabryka, z której pochodzą moduły, znajduje się w Chinach. Kupujący nie zawsze ma ochotę na dokładne sprawdzanie takich szczegółów.

Warto zwrócić na to uwagę. Jeśli sprzedawca instalacji fotowoltaicznej zarzeka się, że panele są produkcji europejskiej, istnieje spore ryzyko, że europejski jest tylko język, w którym wykonano naklejkę na opakowaniu. Bo samą naklejkę także przyklejono w Azji.

Jak nie dać się nabrać?

Niestety oferty europejskich paneli fotowoltaicznych nie kręcą się tylko wokół produktów rebrandowanych czy wytwarzanych z azjatyckich półproduktów. Wielu handlowców, szczególnie z niewielkich przedsiębiorstw, ucieka się do nieuczciwych sztuczek. Jako "nasze" przedstawiają panele, które przypłynęły prosto z Azji, bez zahaczania o jakąkolwiek europejską firmę. Poza transportową.

W tym przypadku sprzedawcy znacznie rzadziej powołują się na "polskich producentów". O wiele chętniej mówią o Włochach lub wciąż działających na wyobraźnię milionów, porządnych i skrupulatnych Niemcach.

Aby nie dać się nabrać, trzeba przede wszystkim zadawać przedstawicielowi firmy odpowiednie pytania. Gdy firma chce nam sprzedać chińskie panele, określając je mianem niemieckich, rzadko używa nazwy producenta. Mogłoby się zdarzyć coś, czego nikt w tej sytuacji nie chce - klient zapamiętałby nazwę i sprawdził producenta w sieci przed podpisaniem umowy. Zazwyczaj handlowiec ogranicza się wobec tego do "dobrych, niemieckich paneli".

Dobrą praktyką, która pozwoli uchronić się przed oszustwem, jest proszenie o kartę produktu. Paneli, falownika, a najlepiej także konstrukcji wsporczej. Dotyczy to zresztą każdej branży, nie tylko fotowoltaiki.

Jeśli po wpisaniu nazw w wyszukiwarce nie uzyskamy konkretnych informacji, najlepiej odpuścić zakup takiej instalacji. Tak samo należy się zachować, gdy okaże się, że "polskie" nie jest polskie, a "niemieckie" nie jest niemieckie. Nieuczciwy sprzedawca to zły znak. Nawet jeśli jest naprawdę tanio.

Każdy, kto padł ofiarą takiego oszustwa, może zgłosić się bezpośrednio na policję. Przydadzą się tu notatki czy wyliczenia ofertowe, w których wpisano, że zainstalowane panele pochodzą od europejskiego producenta, podczas gdy wcale tak nie było. Tyle informacji może wystarczyć, by pociągnąć nieuczciwą firmę do odpowiedzialności.

W Polsce mamy kilku godnych polecenia producentów paneli fotowoltaicznych. Zdarza się jednak, że nawet oni wspomagają się azjatyckimi fabrykami. W Europie działa wiele firm, które jedynie brandują moduły swoją marką, podczas gdy cały proces produkcyjny odbywa się w Chinach.

Dopóki informują o tym klientów, czasem bardziej, czasem mniej jawnie, w zasadzie nie możemy mówić o żadnym problemie. Materializuje się on dopiero wówczas, gdy na horyzoncie pojawiają się oszuści, starający się przedstawić komponenty produkcji chińskiej jako rodzime, europejskie.

Udostępnij:
Komentarze (37)