Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim
Pałac kultury wyglądał jak wielki tort. Marzłam na placyku pod metrem „Centrum” zwanym „Patelnią” i gapiłam się na zawianego świętego Mikołaja, który odlewał się w parczku nieopodal. Tłumy napierały zewsząd i nie wiedziałam, jak go poznam, bo w ogłoszeniu „Pan Ktoś” nie raczył umieścić zdjęcia. Też trzeba być inteligentnym, żeby umówić się akurat w najbardziej ruchliwym miejscu w kraju! Placyk przed metrem Centrum w Warszawie w okresie przedświątecznej głupawki, tłumy pachnące perfumami i debetem, Mikołaje rozdający ulotki zamiast prezentów, zatrudnieni na umowę o dzieło… No ale Pan Ktoś nie był zwykłym klientem. Od razu zaznaczył, że nie chodzi mu o seks i był bardzo, bardzo tajemniczy.